„Przyjechałam tu, żeby się dowiedzieć kim jestem, po rozstaniu z chłopakiem, znaleźć swój cel w życiu” – mówi w swoim podkaście Perla, która spędziła dwa miesiące w jogowo-rozwojowym ośrodku w Ubud na Bali. Takich osób jest wiele.
Poszukujących siebie, celu, inspiracji, duchowej ścieżki. Przyjeżdzają tu, na Bali, egzotyczną wyspę z oszałamiającą przyrodą, porywającymi wodospadami, pięknymi plażami i dziką dżunglą, a przede wszystkim z głęboko osadzoną hindusko-balijską sakralnością. Bali, a szczególnie miasto Ubud, można podzielić na dwa okresy: przed i po przyjeździe Julii Roberts z filmem „Eat, Pray, Love”. Po sukcesie książki i jej ekranizacji, do Ubud zaczęli przyjeżdżać ludzie z Zachodu, chcący doświadczyć podobnej jak filmowa Elisabeth duchowego rozwoju. A gdzie popyt, tam i pojawiła się podaż.
Ubud i okolice przypominają miejscami park rozrywki: na pola ryżowe musisz wykupić bilet i dopłacać co kilkadziesiąt metrów, nad słynne wodospady i świątynie kolejki instagramerek ustawiają się już od 5 rano i każdy dostaje bilety z numerkiem, a ilość skuterów i samochodów zakorkowują okolice całymi dniami. Ale pod tą turystyczną warstwą kryją się balijscy uzdrowiciele, przyjezdni mistycy, kobiety „wiedzące”, sakralne rytuały, jogini.

𝐓𝐀𝐑𝐎𝐓 𝐙 𝐁𝐀𝐓𝐌𝐀𝐍𝐄𝐌
Siedzę w wegańskiej restauracji nad pysznym smoothie i patrzę na tablicę ogłoszeń: uzdrawianie reiki, spirytualna praca z oddechem i kąpiel w lodzie, taniec z duszą, ulecz swój kobiecy cykl menstruacyjny, uleczanie dźwiękiem, uleczanie tybetańskimi misami. Następnie czytanie tarota, joga, ceremonia na pełnię księżyca, terapia regresji, hipnoza, kurs na dj’a do tańca ekstatycznego, mistyczna aktywacja głosu, tantryczne wcielenie: kurs na trenera, kąpiel leśna.
Jak w tym całym chaosie zdecydować? I jak zweryfikować kto jest dobry? Kto jest wykwalifikowany?
„Zapisałam się na czytanie ajurwedyczno-astrologiczne. Wchodzę do miejsca i patrzę, a tam siedzi białas. Nie chcę być rasistką, ale spodziewałam się raczej Balijczyka, albo Hindusa. A nie białego człowieka. Może stąd taka cena” – mówi Perla o swoich doświadczeniach. Zaskoczeni? Wszystkie spirytualne usługi z tablicy ogłoszeń oferują… ludzie z Zachodu. Rosjanie, Australijczycy, Amerykanie. Nie ma wśród nich ani jednej osoby stąd. „Mam przeczucie, że duchowość stała się kolejnym produktem kapitalizmu” – podsumowuje Perla.
W lokalnej księgarni trzy duże regały zajmuje dział duchowości. Skusiłam się na książkę „Ikigai” o tajemnicy długowieczności Japończyków, zresztą jest teraz o tym miniserial na Netflixie. Przy kasie można kupić tarota, tarot z postaciami superbohaterów z DC, z bohaterami Star Treka. Jest nawet tarot dla dzieci. Są karty Aniołów, karty do medytacji z Harrym Potterem, karty z afirmacjami Pracowników Światła. „Romantyczne Anioły”, karty „Wyroczni” w wersji normalnej, anime albo z kotami.
Sklepy wzdłuż głównych ulic, poprzeplatane świątyniami i nadzwyczajną balijską architekturą oferują: kryształy, tabakę rape oraz szamańskie gadżety z Ameryki południowej, ceremonialne szaty „w 100% z naturalnych materiałów”, korony, kryształowe kule, stroje do jogi, czaszki, magiczne amulety, zioła, palo santo i białą szałwię (3 razy droższe niż w Polsce), ceremonialne artykuły, pióra, długie suknie. Witryny wyglądają luksusowo, butiki z biżuterią mogłyby nieskrępowanie stać na Champs-Élysées, a ceny swobodnie dorównują tym w Europie.


𝐔𝐁𝐔𝐃 𝐙𝐍𝐀𝐂𝐙𝐘 𝐔𝐙𝐃𝐑𝐎𝐖𝐈𝐄𝐍𝐈𝐄
Region ma bardzo świętą historię. Nazwa Ubud pochodzi od balijskiego słowa ubad. Oznacza medycynę i inspirowana jest bogactwem leczniczych roślin i ziół występujących w tym regionie. Historia Ubud sięga VIII wieku, kiedy jawajski kapłan Rsi Marhandya przybył na Bali. Medytował u zbiegu dwóch rzek Wos w Campuan, na zachód od współczesnego centrum miasta. Dlatego zostało tam założone sanktuarium, rozbudowane później przez Nirarthę, jawajskiego kapłana uważanego za twórcę praktyk i rytuałów religijnych na Bali, jakie znamy dzisiaj. W tym czasie okolica ta była ośrodkiem medycyny naturalnej i uzdrawiania i nadała nazwę Ubud.
𝐏𝐑𝐙𝐘𝐂𝐇𝐎𝐃𝐙𝐈 𝐁𝐀𝐁𝐀 𝐃𝐎 𝐔𝐙𝐃𝐑𝐎𝐖𝐈𝐂𝐈𝐄𝐋𝐀
Kontakt do Papy dostałam na indonezyjskiej wyspie Gili. Papa, drobny Balijczyk koło sześćdziesiątki, ma w rękach siłę wołu. Nie mówi po angielsku. Przyjechał na skuterze z koleżanką ze swojej wioski (teraz to część Ubud), która jest jego tłumaczką. Kilka miesięcy temu rzepka mi się przesunęła podczas trekkingu w Nepalu i bolało do teraz. Kiedy usłyszałam, że jest uzdrowicielem (z dziada pradziada), wyobrażałam sobie, że będzie mi mamrotał zaklęcia nad kolanem. Zamiast takich oczekiwań dostałam jeden z najbardziej bolesnych masaży w życiu. Miałam uczucie jakby Papa przestawiał mi nogę całą od stóp do kości ogonowej na właściwe tory. Bolało okropnie, ale… po godzinie już przestało, a wejście po schodach nagle okazało się bezbolesne.
Cud? Umiejętności? Wszystko razem? Nie wiem, ale odtąd mogę chodzić na siłownię i kolano przestało boleć. Zapłaciłam panu 54 zł.
„Mieszkałam obok ośrodka prowadzonego przez Rosjan i oni tam robili warsztaty oczyszczające przez oddychanie. Ludzie krzyczeli jak opętani. To podobno miało im pomóc na depresję” – mówi L., która mieszka w Ubud od czterech lat. „Koło mojego domu jest świątynia, obok której płynie rzeka. Mówili Ci, że ona jest święta? Holy my ass. Jeszcze przed pandemią była tak zawalona śmieciami, że nikt nie chciał tam przychodzić. Dopiero niedawno zrobili ją dla turystów, wyrzeźbili w kamieniach balijskie monstra i wyczyścili” – dodaje.
TEGO WIEDZIEĆ O MNIE NIE MÓGŁ
Filip, wysoki Niemiec, był bardzo sceptyczny, gdy szedł na czytanie z ręki. „I to za 50 dolarów. Ale byłem ciekawy, po prostu. Gościu był Balijczykiem. Nie wiem jak, ale koleś wiedział o mnie rzeczy, których na pewno wiedzieć nie powinien, wiedział dokładnie w jakim miejscu w życiu jestem teraz. Nie mówił mi co mam robić, ale jakie są moje mocne strony i gdzie mogę wkładać energię do działania. Niesamowite”.
Z licznej oferty skorzystałam i ja. Wybrałam human design: połączenie astrologii, numerologii i innych New Age’owych praktyk. Energetyczna Niemka, która zajmuje się tym od ćwierć wieku, na podstawie mojej daty i miejsca urodzenia stworzyła mi mój wykres. Potem wyjaśniła, że należę do grupy manifestorów i opisała jak się mogę zrealizować zawodowo i życiowo, gdzie szukać potencjałów i na co uważać. Cena? Darowizna.
K. ze swoim mężem na małej drodze na pola ryżowe nieopodal Ubud spotkali lokalnego artystę. Powiedział coś o ich aurach oraz zaprowadził ich nad rzekę. Tam pobiczował ich jakimiś roślinami, dodał, że od teraz są już w pełni oczyszczeni, polecił im wykąpać się w rzece i… zostawił ich samych w tej dzikiej naturze.

𝐃𝐔𝐂𝐇𝐎𝐖𝐄 𝐁𝐀𝐋𝐈. 𝐓𝐀𝐊, 𝐀𝐋𝐄 𝐃𝐋𝐀 𝐊𝐎𝐆𝐎?
Bali w swój magiczny sposób przyciąga wszystkich. Profesjonalnych instruktorów jogi, mędrców, kobiety wiedzące, szamanów i po prostu mocno rozwijających się duchowo ludzi oraz tych, którzy na duchowości zbijają biznes.
Tu właśnie dochodzę do sedna. Jeśli chorujesz na depresję, chronicznie przyciągasz do siebie toksycznych partnerów, masz niezałatwione sprawy z rodzicami, jesteś zagubiony w życiu, utknęłaś, utknąłeś, masz złamane serce – żaden weekendowy kursik i om sweet om Ci nie pomoże. To jest praca na dłużej. Na przykład z terapeutami, psychologami lub przewodnikami duchowymi, kim chcesz, ale niech to będzie ktoś, kogo wcześniej sprawdzisz. Komu ufasz. Kto już pomógł innym.
W życiu codziennym, w wirze schematu praca-dom-weekend, w chaosie informacyjnym i w traceniu czasu na oglądanie życia innych ludzi w social mediach, sami tracimy kontakt ze sobą, gubimy swoje ja. Przestajemy w ogóle się zastanawiać po co robimy to, co robimy? Jak jest sens w oglądaniu 5 sezonu serialu? Po co jestem w tej pracy? Dlaczego tkwię w związku, który już mnie nie cieszy?
Patrzymy cały czas tylko na to, co jest na zewnątrz, zapominamy o sobie, o tym co naprawdę ważne.
JULIA ROBERTS NIE URATUJE
A potem oglądamy Eat Pray Love albo zdjęcia „uduchowionych” lasek na instagramie i myślimy, że wyjazd na Bali przyniesie nam oświecenie. Nie kochani, nie przyniesie. Może ewentualnie wskazać, że jest praca do zrobienia. Może nas zainspirować i poruszyć do działania. Albo… zachęcić do zostania na dłużej. „Szukanie odpowiedzi na fundamentalne dla ciebie pytania na zewnątrz i u innych, nie jest dobrą decyzją” – podpowiada Perla po swoich doświadczeniach.
Podsumowując, nie powiem Ci w co wierzyć, a w co nie. Gdzie szukać prawdziwych uzdrowicieli i duchowego przewodnika. Przyjeżdżając na Bali miej otwarte serce i otwartą głowę. Jeśli szukasz spirytualnej ścieżki, to zacytuję tutaj Buddę „nie wierzcie żadnym kapłanom i nauczycielom, nawet buddzie, sprawdzajcie wszystko sami i bądźcie sami dla siebie przewodnim światłem”.

Cały odcinek Perli możesz zobaczyć na jej kanale TU


