LUANG PRABANG, CO ZOBACZYĆ W NAJPIĘKNIEJSZYM MIEŚCIE W LAOSIE?

Udostępnij dalej ╰┈➤

Luang Prabang to wyjątkowe miejsce. Buddyjskie świątynie, kolonialno-azjatycka zabudowa, piękne alejki i knajpki wzdłuż Mekongu sprawiają, że jest uznawane za najładniejsze miasto w Azji Południowo-Wschodniej!
Co warto zobaczyć w Luang Prabang?

Luang Prabang, położone w sercu Laosu, to miasto, które hipnotyzuje swoją mistyczną atmosferą i bogatą historią. Usytuowane na brzegach rzeki Mekong i Nam Khan, Luang Prabang zachwyca swoim urokiem kolonialnej architektury, buddyjskimi świątyniami i malowniczymi pagodami.

Wciąż zachowując autentyczny charakter, Luang Prabang zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co podkreśla jego znaczenie jako kulturowego i historycznego skarbu. Spacerując po jego uliczkach, można natknąć się na wspaniałe przykłady tradycyjnej architektury laotańskiej, a także na kolorowe markety, gdzie mieszkańcy i turyści mogą delektować się lokalnymi smakołykami.


PIERWSZE WRAŻENIA I NOCNY MARKET

Do Luang Prabang przylecieliśmy prosto z hałaśliwego Hanoi. Pewnie to siła kontrastu, ale spokój na ulicach był niezwykle kojący. Zrzuciliśmy bagaże (na końcu postu znajdziecie praktyczne informacje) i ruszyliśmy na poszukiwanie szamy.
Jak każde południowo azjatyckie miasto, i tu jest nocny market, ale wydaje mi się, że zrobiony ewidentnie pod turystów, bo… głównie tylko oni tam byli. Nie jest jakiś duży, ot placyk z budkami dookoła, jakiś hot pot z mięsem, ryż z warzywami, kiełbaski i oczywiście wszędzie najsłynniejszy laotański napój – Beer Lao! Powędrowaliśmy wzdłuż głównej ulicy dalej, gdzie nocny market z gastronomicznego płynnie wciela się w zakupowy. Spodnie ze słoniami, laotańskie chusty, biżuteria, papierowe lampiony. Na to będzie czas pod koniec. Teraz łapiemy na rogu mój must have, a raczej must drink czyli mango smoothie. Jednak czymś wyróżnia się ten nocny market. Więcej tu croissants, pain au chocolate, crêpe au miel… Od pierwszej chwili czuć la francité.

W oczekiwaniu na mango smoothie na nocnym targu.

TAK BAT. STAROŻYTNA CEREMONIA DAWANIA JAŁMUŻNY

Następnego dnia, zdecydowanie za wcześnie, budzą mnie odgłosy z ulicy. Otwieram drewniane okiennice i widzę kilku młodych mnichów w soczyście pomarańczowych szatach, którzy boso przechodzą pod moim oknem. W rękach trzymają miedziane misy wypełnione ryżem. Ale to nie oni robią ten hałas. Ubieram bluzę i idę zobaczyć.


Ceremonia wręczenia jałmużny to długoletnia tradycja w laotańskiej kulturze buddyjskiej. Praktykowana jest każdego dnia o świcie, kiedy około dwustu buddyjskich mnichów opuszcza miejskie świątynie i wyrusza na zbieranie jałmużny w postaci ryżu i ciastek, od mieszkańców. Rozpoczynają od głównej ulicy, a potem przechodzą na te mniejsze. Przy której akurat stoi mój hotel.


Zwyczaj zbierania jałmużny sięga XIV wieku (choć i sam Budda chodził z miską żebraczą) – miejscowi wstają wcześnie, by przygotować jedzenie dla mnichów i cierpliwie czekają wzdłuż drogi, by złożyć swoje dary. Kiedyś był to ponoć jedyny posiłek mnichów w ciągu dnia…

Kto to więc robi ten hałas? Niestety turyści, bo ta piękna i duchowa tradycja została sprzedana jako atrakcja turystyczna. I mimo znaków i plakatów mówiących o niepodchodzeniu do mnichów i uszanowaniu tej ceremonii w ciszy, ludzie wymachują mnichom telefonami i aparatami przed twarzą, streamują na tiktoku… Niektóre biura podróży oferują wycieczki na Alms-Giving, a ludzie robią sobie selfie zanim wrzucą garść ryżu do mnisich mis.

Jak reagują mnisi? Wcale. Spuszczają wzrok i idą w powolnym marszu dalej.

Wracam bardziej zniesmaczona niż urzeczona…
Biorę prysznic i wyruszam na poszukiwanie kawy. Gdy tylko słońce oświtliło pierwsze budynki Luang Prabang przeniosłam się 100 lat wstecz. Całe miasteczko (wpisane zresztą na listę UNESCO) przypomina kolonialną prefekturę. Bo tak w sumie dokładnie było🙂 Ale zanim przybyli tu Francuzi…

KRÓLESTWO MILIONA SŁONI, CZYLI TROCHĘ HISTORII

Dawno dawno temu przybyło w te dzikie rejony dwóch pustelników. Byli tak zauroczeni tym miejscem, że postanowili tu zostać i nazwać je Muang Seua od rosnącego nieopodal drzewa. Inna legenda mówi, że sam Budda Siakjamuni podczas swojej podróży po Azji Południowo-Wschodniej zasiadł na brzegu Mekongu i przepowiedział, że powstanie tu niegdyś przepiękne miasto.

Przenieśmy się teraz do 1359 roku i postaci księcia Fa Nguma, który zakłada Królestwo Lan Xang, Królestwo Miliona Słoni i Białego Parasola, a za stolicę wybiera właśnie Muang Seua. Największe znaczenie nadał jednak miastu przywożąc od Khmerów i słynnego Angkor Wat posąg Buddy, którego laotańskie określenie Prabang – delikatny wizerunek Buddy, stało się później nazwą miasta, a buddyzm na stałe zagościł w Laosie. Posąg ciągle stoi w Luang Prabang!

Pod koniec XIX wieku Luang Prabang zostało prawie doszczętnie spalone przez sąsiadujących Białych Tajów i Chińczyków. Gdy Francuzi włączyli te tereny do Indochin, odbudowali miasto i zniszczone świątynie, wybudowali pałac królewski dla ówczesnego monarchy, a stanowiska urzędnicze zajęła laotańska szlachta. Obecny wygląd, połączenie azjatycko-kolonialnej architektury, przepiękne rezydencje, domy z charakterystycznymi drewnianymi okiennicami, równo wytyczone ulice, Luang Prabang zawdzięcza właśnie Francuzom.

Jednakże, nawet 600-letnią tradycję Królestwa Lan Xang przyszło przerwać… Tu na karty historii wkroczyli komuniści, którzy zesłali króla wraz z rodziną do obozu pracy (wszyscy zmarli wkrótce potem) oraz zakazali wielu istotnych ceremonii religijnych.

ZWIEDZANIE LUANG PRABANG

Świeży chrupiący croissant i mała czarna na tarasie Zurich Bread, gdzie można się rozsiąść w wiklinowych fotelach i podpatrywać poranne lokalne życie, przechadzające się kobiety z przewieszonym przez ramię kijem, na którego końcach zwisają kosze z owocami, mnichów powracających do klasztorów z porannej ceremonii. Czyż nie można lepiej rozpocząć dnia? 

Alternatywnie można się wybrać na morning market, może uda Ci się zobaczyć sprzedawanego ukradkiem nietoperza, jednak jeśli udajesz się do Vang Vieng, to tam będziesz mieć poranny cały pakiet pod nazwą “to oni to jedzą?!” 🙂

W okolicy Luang Prabang jest kilka miejsc do zobaczenia skuterem, ale co najmniej jeden dzień warto spędzić w mieście, przechadzając się wzdłuż Mekongu, między kolonialnymi domami, zwiedzając liczne buddyjskie klasztory.

PAŁAC KRÓLEWSKI, CZY WARTO?

Między kolejnymi zachwytami nad posągami buddów, można się zatrzymać przy Narodowym Muzeum. Można, ale nie trzeba, bo nie uważam, że jest to coś porywającego do zwiedzania. Budynek zaprojektowany przez francuskich inżynierów w okresie kolonialnym, służył wcześniej za Pałac Królewski. Nie można do niego wchodzić z żadnym telefonem, plecakiem, aparatem, a nawet torebką i trzeba zasłonić to i owo ( zakryte kolana i ramiona). I serio, nie wpuszczą jak masz na sobie szorty!

Budynek Muzeum Narodowego w Luang Prabang

Pałac Królewski został wybudowany dla króla Sisavanga Vonga (którego posąg stoi na dziedzińcu) i jego rodziny. Miejsce na pałac zostało wybrane tak, aby oficjalni goście Luang Prabang mogli zejść z łodzi rzecznych bezpośrednio pod pałacem i tam być przyjmowani. W 1975 roku monarchia została obalona przez komunistów, a rodzina królewska została zabrana do obozów reedukacyjnych. Pałac został przekształcony w muzeum narodowe.

W samym Pałacu delikatne wrażenie robi zdobiony szkiełkami pokój do przyjmowania gości (bo sala tronowa to za dużo powiedziane), można zobaczyć styl kolonialny sypialni (osobno dla króla, osobno dla królowej i tez odpowiednio skromniejsza). Są też gablotki z darami od różnych krajów dla monarchy, pogrupowane na prezenty od krajów „socjalistycznych” i „kapitalistycznych” USA podarowało… kawałek księżyca przywiezionego z misji Apollo. Prezent od Polski to replika miecza koronacyjnego królów Polski, tyle że niewiele większa od widelca…

Za pałacem stoi hangar a w nim królewskie samochody (znowu, nie można robić zdjęć) i chyba te wielkie amerykańskie fury z lat 50’, zrobiły na mnie największe wrażenie:)


Na teren pałacu warto jednak wejść, by zobaczyć imponujący budynek Haw Pha Bang, w którego centrum stoi posąg Prabang, od którego wzięła się nazwa miasta. Posąg ma tylko 80 cm i chroniony jest nie gorzej niż Mona Lisa. Tylko mnisi mogą podejść bliżej. Czuć jednak podniosłą atmosferę w tym miejscu.

WZGÓRZE PHOUSI

Na koniec dnia warto wybrać się na mały szczyt Phousi (definiuje go małym, ale trzeba pokonać 323 stopnie!), który góruje nad Luang Prabang. Wokół niego rozbudowany jest kompleks klasztorny, a ze szczytu zwieńczonego złotą stupą rozciąga się przepiękny widok na miasto, Mekong i porastającą dookoła dżunglę. W drodze powrotnej można usłyszeć mantrowanie mnichów i poprzyglądać się wieczornym pudżom, zobaczyć jaskinię jogina lub… odcisk stopy Buddy! Ma wprawdzie chyba z metr, ale może Budda miał duże stopy:)

REJS PO MEKONGU

Jeśli masz więcej wieczorów do zagospodarowania, to rejs Mekongiem na zachód słońca, albo kolacja w restauracji przy rzece będzie na pewno luangprabańskim doświadczeniem. Tylko zobacz, czy rejs oferuje śpiewające panie albo karaoke, żebyś nie skończył dnia jak na polskim weselu:D

POZNAJ LOKALSÓW

Nie masz pomysłu na popołudnie? Chciałbyś poznać Laotańczyków, ale nie wiesz jak? Przejdź się do: Big Brother Mouse! To biblioteka, księgarnia i miejsce spotkań. Codziennie o 9 rano albo o 17 można przyjść i pogadać z lokalsami po angielsku. Oni ćwiczą język, a Ty się dowiadujesz czego chcesz o Laosie, o zwyczajach, o religii (przychodzą też mnisi!). Oczywiście wszystko w ramach wolontariatu. Można przyjść na 15 minut, można na dwie godziny, które często przekształcają się w wyjście do restauracji razem. Super inicjatywa!

Okolice Luang Prabang skrywają sporo atrakcji, więc warto zarezerwować sobie co najmniej dwa pełne dni. My byliśmy tam sześć, ale ja lubię powoli wsiąkać w klimat nowego kraju. Z ponad dwudziestoma świątyniami, uroczymi uliczkami we francuskim kolonialnym stylu, dzikim brzegiem Mekongu, wypinającymi się zielonymi wzgórzami, Luang Prabang daje ekscytującą obietnicę tego, czym w dalszej podróży okaże się Laos!

Najpiękniejsze świątynie Lunag Prabang

Odkryj szlak buddyjskich świątyń wraz z ich legendami.

Informacje praktyczne:

GDZIE SPAĆ W LUANG PRABANG?
My spaliśmy w sumie w trzech miejscach. We wszystkich płaciliśmy podobnie od 23 do 27$ za noc. Luang Prabang to najdroższe miejsce w Laosie. Na bookingu te noclegi są nawet po 40$! Najlepiej, jeśli masz czas, zarezerwować sobie coś na jedną noc i potem po prostu chodzić po mieście i pytać o noclegi.

1.Singharat Place Hotel: wygodne pokoje, duże śniadanie, ale dość kiepska kawa. Minusem fakt, że do centrum z buta jest kawałek.

2. Sabaidee: położony trochę bliżej centrum miasta, ale i tak wypożyczaliśmy skuter. Wybudowany na styl kolonialny, cały stuff mówi po francusku. Niestety mieliśmy pokój na parterze i było głośno.

3.Lotus Corner Vegan and Plant Based B&B, w samym sercu miasteczka, z okien rano można było oglądać mnichów na ceremonii Tak Bat. Za niewielką dopłatą można zjeść pyszne wegańskie śniadanie. Jednak na kawę udałabym się gdzie indziej. U nich też wynajmowaliśmy skuter i kupowaliśmy bilet na dalszą trasę po Laosie.

4.Chic Stay HANA hotel, butikowy, piękny hotel w centrum Luang Prabang, dla tych, którzy wolą nieco bardziej luksusowo. Nocleg to to koszt ok 300 zł. Nieco balijskie przestrzenie i basen.

GDZIE ZJEŚĆ W LUANG PRABANG?

1. Two Little Birds: mała wege knajpa nieco poza centrum. Pycha smoothie bowle i miska z czerwoną fasolą.

2.3 Thep: chodziliśmy tam prawie codziennie na curry albo słynne laotańskie laap |( rodzaj sałatki mięsnej ze świeżymi ziołami, przyprawami, sokiem z limonki oraz prażonym ryżem, który nadaje mu charakterystycznego chrupkiego smaku z chili, czosnkiem, cebulą, kolendrą). Restauracja znajduje się nad brzegiem Mekongu. I mają zaskakująco dobre białe wino!

3. Good people good food good price: dobrzy ludzie, dobre jedzenie, dobra cena – czego chcieć więcej? Tak właśnie nazywa się ta bardzo lokalna restauracyjka w jednej z bocznych uliczek. Mają tylko mięsne opcje, ale za to obfite i tanie.

4. Popolo: nigdy nie rozumiałam jak można przyjechać do Azji i jeść zachodnią kuchnię, aaaale jeśli jest się tu dłużej, to kubeczki smakowe tęsknią za znanym glutenem:) Jeśli dopadnie Cię to w Luang Prabang w Popolo robią całkiem przyzwoitą pizzę. Przy okazji sam wystrój i klimat jest świetny.

Wzdłuż Mekongu znajdziecie wiele restauracyjek, im bliżej Phusi, tym drożej. Można zjeść za 50k kip, a dalej to samo danie można dostać za 100k. Oczywiście jedliśmy w więcej restauracji, ale polecić mogę tylko te dwie.

GDZIE NA KAWĘ?

DaDa Cafe
. Jeśli tak jak ja lubisz jak kawa jest wyrazista, mocniejsza i w dużym kubku, Dada Cafe będzie idealna. Można usiąść na parterze, popracować z laptopem na piętrze albo za tarasie przy samym Mekongu. Chodziłam tam codziennie. Warto skusić się na ich brownie:)

1 komentarz do “LUANG PRABANG, CO ZOBACZYĆ W NAJPIĘKNIEJSZYM MIEŚCIE W LAOSIE?”

  1. Odnośnik zwrotny: ZWIEDZAMY LUANG PRABANG: TOP 10 BUDDYJSKICH ŚWIĄTYŃ, KTÓRE - Nomad Rose blog podróżniczy

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry